Mury, które sami rysujemy

Ceglana ściana sfotografowana z bliska, wyraźna z lewej strony i rozmyta w głębi, z tytułem „Mury, które sami rysujemy” na środku.
@ lepszyblog.pl

Są wiadomości, które w głowie wysyłamy dziesięć razy, zanim naprawdę naciśniemy WYŚLIJ. Układamy pierwsze zdanie, kasujemy je, piszemy drugie, które brzmi trochę lepiej, ale po chwili też zaczyna odstawać. Zmieniamy ton, wygładzamy jedno słowo, osłabiamy zbyt mocne zdanie, potem znów dodajemy mu pewności. Po kilku minutach wiadomość jest gotowa, wystarczyłoby ją wysłać, tylko że palec nadal nie dotyka ekranu.

Z zewnątrz wygląda to banalnie, jak jedno kliknięcie, ale od środka bywa inaczej, bo potrafi pojawić się ściana. Nie taka prawdziwa, z cegły, betonu i zaprawy. Raczej cienka kreska narysowana gdzieś w głowie. Na początku prawie niewidoczna, z czasem bardziej oczywista, podobna do granicy, której lepiej nie przekraczać.

To jeszcze nie ten moment, lepiej chwilę poczekać, przemyśleć ton, wrócić do sprawy później. Najwygodniej wtedy, kiedy będzie spokojniej, choć często ten spokojniejszy moment nie nadchodzi.

Takie zdania rzadko brzmią jak lęk, częściej udają rozsądek. Czasem nawet naprawdę nim są, bo nie wszystko trzeba robić w pierwszym odruchu. Dobrze jest sprawdzić sens, ton, intencję i to, czy nie odpowiadamy bardziej emocją niż myślą. 

Troska o jakość potrafi jednak założyć cudzy płaszcz, a pod spodem siedzi lęk.

Znam to z pisania, z publikowania i z różnych pomysłów, które przez długi czas leżały w mojej głowie, chociaż mogły już dawno mieć pierwszą wersję. Poprawiam tekst, który jest wystarczająco dobry. Otwieram szkic, zamykam go, wracam za godzinę, zmieniam jedno słowo, bo uważam, że właśnie o to słowo chodziło.

Często jednak nie chodzi o słowo, ale moment, w którym coś przestaje być tylko nasze. Dopóki tekst leży w pliku, wiadomość w szkicu, a pomysł w głowie, wszystko wydaje się bezpieczne. Można mieć poczucie, że nadal trzymamy rękę na kierownicy. Dopiero po wysłaniu zaczyna się świat. Ktoś może odpowiedzieć inaczej, niż zakładaliśmy, lub nie odpowiedzieć wcale. Może nie zauważyć tego, co dla nas było najważniejsze.

Cisza po pokazaniu czegoś światu bywa trudniejsza niż krytyka. Krytyka przynajmniej znaczy, że ktoś się zatrzymał. Cisza zostawia człowieka z pytaniem, czy to, co w jego głowie miało ciężar, po drugiej stronie nie okazało się lekkie jak kurz.

Tyle że rzeczy, które wiecznie pozostają możliwe, rzadko naprawdę zmieniają życie. Zmieniają je dopiero te, które dostały swoją pierwszą NIEDOSKONAŁĄ wersję.

Własna głowa potrafi wykonać za świat całą pracę. Odpowiadamy sobie za innych, zanim oni w ogóle dostaną szansę odpowiedzieć. Zakładamy odmowę, chłód, ironię, brak zainteresowania. Nikt jeszcze niczego nie powiedział, ale my już zachowujemy się tak, jakby decyzja zapadła.

Najpierw jest szkic, delikatna kreska, ostrożność. Później poprawiamy kontury, wzmacniamy krawędzie i zaczynamy traktować własny rysunek jak prawdziwą konstrukcję.

Nie wszystkie przeszkody są jednak wymyślone. Brak czasu, pieniędzy, zdrowia, wsparcia, kontaktów albo sił potrafi zatrzymać człowieka naprawdę. Nie wszystko da się przeskoczyć nastawieniem, odwagą i dobrze brzmiącym zdaniem o przekraczaniu granic.

Tym bardziej warto odróżniać ścianę od jej rysunku. Z prawdziwą ścianą trzeba szukać drzwi, innego wejścia, albo ludzi, którzy pomogą ją ruszyć. Z narysowaną trzeba przestać codziennie poprawiać jej kontury.

Najwięcej widać w małych chwilach przed działaniem. Przy kursorze migającym w pustym oknie wiadomości. Przy gotowym tekście, propozycji, którą można wysłać, pytaniu, które mogłoby otworzyć rozmowę, gdyby tylko przestało krążyć wyłącznie w naszej głowie.

Nie trzeba wtedy robić wielkiego skoku. Czasem wystarczy podejść bliżej. Sprawdzić, czy to naprawdę ściana, czy tylko stara kreska narysowana kiedyś ze strachu i od tamtej pory traktowana jak granica świata.

Niektóre przeszkody naprawdę stoją przed nami. Część powstała jednak dlatego, że bardzo długo rysowaliśmy je w sobie.

Pierwszy krok nie polega na tym, żeby od razu wszystko burzyć. Czasem wystarczy przestać udawać, że to beton.

Łukasz [Pająk], lepszyblog.pl

Przewijanie do góry