
Na półce, między książkami, stoi dziś jedno, jedyne pudełko DVD. Niepozorne, pożółkłe, trzeszczące przy otwieraniu jak stare drzwi do piwnicy. Pewnie za parę lat nie będę miał nawet czym go odtworzyć, bo DVD znikają szybciej niż kioski Ruchu.
Nie mogę się z nim jednak rozstać. To ’Allo ’Allo!. Mój osobisty relikt czasów, kiedy komedia była lekka jak dobra bułka z masłem, a humor tak absurdalny, że mógłby spokojnie chodzić własnymi drogami, jak pies sąsiada.
Do dziś pamiętam, jak jako dzieciak próbowałem zrozumieć, o co chodzi w „Upadłej Madonnie z wielkim…”. No właśnie, z wielkim czym?
Odpowiedź zależała głównie od tego, ile miałeś lat i jak bardzo rozumiałeś już świat dorosłych. Dzieciaki śmiały się z policjanta mówiącego jak połamany Google translator, a dorośli rechotali z aluzji, które przemykały bokiem, jak bohaterowie w podziemiach kawiarni Café René. To było brytyjskie poczucie humoru w czystej postaci.
Dlaczego to właśnie ten serial zatrzymałem na półce? Może dlatego, że potrafiono opowiedzieć o okupowanej Francji lekko, nie gubiąc przy tym szacunku do tematu. Może dlatego, że żaden inny serial nie nauczył mnie tyle o rytmie humoru. A może dlatego, że było to moje okno na świat, zanim świat stał się dostępny jednym kliknięciem na Netflixie.
Dlatego tak bardzo ucieszył mnie polski serial 1670, bo jest dokładnie tym, czego często brakuje w naszej kulturze. Dystansu, ironii i umiejętnością spojrzenia na siebie z boku, bez wielkich słów i udawania, że stoimy ponad historią. 1670 ma w sobie fragment tego brytyjskiego DNA. Śmieje się z nas, ale nie przeciwko nam. Tak jak ’Allo ’Allo! śmiało się jednocześnie z Francuzów, Niemców i Anglików.
Tak bardzo brakuje dziś tego brytyjskiego humoru. Świat zrobił się szybki, ciężki i polaryzujący. Każdy mem musi być ostrzejszy od poprzedniego, a każda opinia bardziej zajadła niż espresso na czczo. Tymczasem warto wrócić do serialu, w którym największym dramatem było to, że kelnerka myliła się w każdym zdaniu, bardziej niż my w życiu.
DVD się starzeje, niedługo nie będzie już jak go odtworzyć, ale póki stoi na półce, jest jak latarnia. Przypomina, że można śmiać się nie raniąc nikogo i że dystans do świata to jedna z najbardziej niedocenianych umiejętności człowieka.
Nie trzeba być wnikliwym antropologiem, żeby wiedzieć, że poczucie humoru jest najlepszą szczepionką przeciwko nadęciu.



