
Każdy z nas jest głównym bohaterem. Zawsze, ale tylko dla siebie samego. W cudzych historiach bywa już różnie. Czasem jesteśmy ważną postacią drugoplanową, statystami, epizodem, a bardzo często tylko tłem, które ktoś mija bez większego namysłu. Nie ma w tym ani goryczy, ani rozczarowania. To po prostu sposób, w jaki działa świat.
Na co dzień jednak żyjemy tak, jakby wszystko kręciło się wokół nas. Jakby każde potknięcie było widoczne z daleka, niemal z orbity, a każdy błąd zapisywany w pamięci innych na długo. Pojawia się myśl, że wszyscy patrzą, oceniają, zapamiętają.
Tymczasem większość ludzi robi dokładnie to samo. Skupia się na sobie. Na własnych sprawach, lękach, drobnych porażkach, które w ich głowie urastają do rangi katastrof.
Wystarczy spojrzeć na zdjęcie grupowe. Nieważne, ile osób na nim jest i jak bardzo są nam bliskie. Pierwszy odruch jest niemal zawsze ten sam. Wzrok automatycznie szuka jednej twarzy. Nas samych. Sprawdza, czy oczy są otwarte, czy postawa w porządku, czy wyszło się dobrze. Dopiero później, czasem, pojawia się ciekawość innych. Często nie pojawia się wcale.
To nie egoizm, ale mechanizm.
Dla każdego z nas punktem odniesienia pozostaje własne ja. Własne wczoraj, dziś, decyzje i błędy. Porównania rzadko dotyczą świata. Zazwyczaj dotyczą siebie sprzed chwili, kim się było i kim chciałoby się być.
Dlatego tak łatwo uwierzyć, że stoi się w centrum wszystkiego i przecenia się uwagę innych.
Jednocześnie, i nie ma w tym sprzeczności, tak silnie przyciągają nas historie o bohaterach.
Filmy i książki, w których ktoś pokonuje przeciwności losu, działają niemal zawsze. Czasem jest to zwykła matka dźwigająca codzienność, innym razem superbohater, który na co dzień pozostaje niepozornym człowiekiem, by później stanąć do walki z potężnym przeciwnikiem. Bywa, że bohater ma nadludzką siłę, a bywa, że tylko determinację, spryt i upór.
W każdej z tych opowieści działa ten sam mechanizm: ktoś, kto wydawał się zwyczajny, nagle okazuje się dokładnie tym, kogo potrzeba.
Chyba właśnie dlatego te historie trafiają tak głęboko. W tle pojawia się ciche pragnienie, że w kluczowym momencie również udałoby się coś zrobić. Podjąć decyzję, wziąć odpowiedzialność, zmienić bieg wydarzeń. Nie zawsze i nie każdemu, ale ta myśl wraca częściej, niż chcielibyśmy przyznać.
W dzieciństwie było to jeszcze bardziej intensywne.
Zasypiając, potrafiłem budować w głowie całe scenariusze. Świat był zagrożony, a ja miałem w nim znaczenie. Zapobiegałem katastrofie, robiłem coś w ostatniej chwili, zanim było za późno. W tej dziecięcej narracji wszystko miało sens.
Ciekawe, czy też tak mieliście. Czy w waszych snach świat czasem potrzebował właśnie was.
Takie historie dawały poczucie sprawczości. Były cichym źródłem energii, które pozwalało zasnąć z myślą, że nawet jeśli jutro będzie zwyczajne, to gdzieś głęboko jest w nas coś więcej.
Dorosłość przynosi korektę tej opowieści Staje się jasne, że prawdziwe życie rzadko przypomina film. Bohaterstwo częściej wygląda jak odpowiedzialność bez widowni, decyzje podejmowane w ciszy i konsekwencja, której nikt nie oklaskuje. Nie każdy dzień daje okazję do wielkich czynów, ale każdy sprawdza w małych.
Dlatego tak łatwo trafia do nas hasło: bądź bohaterem we własnym domu.
Nie dlatego, że obiecuje wielkość, ale że sprowadza sens na poziom codzienności. Relacji, decyzji, przestrzeni, w której się żyje. Małych działań i wyborów, które nie trafiają na pierwsze strony, ale realnie coś zmieniają.
Bo to odpowiada na bardzo ludzką potrzebę bycia potrzebnym.
I tu pojawia się paradoks.
Skoro każdy z nas jest pępkiem świata, ale tylko we własnej historii, robi się lżej. Błędy przestają być wyrokiem, a potknięcia nie muszą być spektaklem. Pojawia się dystans do wyobrażonej widowni, która i tak zajęta jest sobą.
A bycie bohaterem? Nie jest przywilejem ani kostiumem. Nie wymaga wielkiej sceny ani głośnej roli. To odpowiedzialność za własne życie, decyzje, scenariusz, którego nikt inny za nas nie napisze.
Może właśnie to jest najbardziej uczciwa wersja bohaterstwa. Że nie ratujemy świata, ale nie oddajemy też swojej historii komuś innemu.



